On (Bóg) nie dał mi spokoju

BYŁO Lato a On nie dał mi spokoju

I. Coś się stało. Bóg wzywa.

„Było lato. Skwar lał się z nieba. Ja byłem po maturze. Siedziałem z koleżankami za stolikiem. Piliśmy colę i wesoło i beztrosko spędzaliśmy czas. Żadnych problemów, obowiązków. Wakacje. To stało się właśnie wtedy… Po drugiej stronie ulicy szybkim krokiem, ubrany w czarną sutannę oraz komżę ze stułą, szedł ksiądz. Spieszył do chorego. Miałem wrażenie, że nie widzi świata, że jest jak pasterz biegnący do zagubionej owcy lub jak lekarz, który wezwany na pomoc biegnie co tchu, by ratować będącego w potrzebie. Świat dla niego nie istniał. Szedł z Bogiem. W małej torebce zawieszonej na piersi (potem dowiedziałem się, że nazywa się to bursą) niósł Najświętszy Sakrament. Chyba się modlił… O co? By zdążyć pojednać człowieka z Bogiem, by pomóc mu przejść spokojnie na drugą stronę, do wieczności? Nie wiem. Nie mam pojęcia, ale wiem jedno, coś we mnie drgnęło, coś się stało. Stałem się w sekundzie innym człowiekiem. Co mam robić w życiu? – pytałem sam siebie. KTOŚ mnie dotknął, zawstydził. Czy robiłem dotąd coś złego? Piłem colę i wesoło spędzałem czas, bo przecież było lato. Skwar lał się z nieba, koleżanki dalej śmiały się – wszystko było jak dotąd a jednak coś się stało. On nie dał mi spokoju.” – opowiadał mi chłopak, który w taki sposób odkrył Boże wezwanie. Dziś jest na V roku w naszym seminarium.

II. I Ty masz powołanie

Kochani! Nie ma człowieka bez powołania. Każdy przez Boga wezwany jest do świętości. Jedni realizować to wezwanie będą jako małżonkowie, inni jako osoby samotne a jeszcze inni jako kapłani, zakonnicy, siostry zakonne, osoby życia konsekrowanego. W tym wezwaniu do świętości zawiera się posłanie do miłości, czyli służby. Służyć mają sobie nawzajem i swoim dzieciom małżonkowie, służyć ma kapłan, siostra zakonna. Dziś w Niedzielę Dobrego Pasterza, gdy rozpoczynamy Tydzień Modlitw o powołania kapłańskie i zakonne patrzymy z miłością na Tego, który sam przyszedł na ziemię, nie po to, żeby Mu służono, lecz aby służyć i który dziś w ewangelii mówi o sobie, że jest Dobrym Pasterzem, który zna swoje owce a te znają Jego (J 10, 14).

III. Czy jednak ludzie potrzebują mojego oddania Bogu?

Ktoś powie: Jaki Pasterz, jakie owce? Przecież dziś dla wielu taki obraz jest niejasny, nieczytelny. Może gdzieś w górach, może na wsi dostrzec można pastwiska, pasterzy, ale w mieście? Tymczasem także dziś i właśnie w miastach szczególnie zauważyć można ludzi, co są jak owce bez pasterza. Gdzie? Wchodzę do marketu, albo tzw. galerii. Jest bardzo kolorowo. Między półkami i sklepami przewija się mnóstwo ludzi. Tak, widzę uśmiech, święcące, rozpalone oczy, bo ktoś zobaczył dany produkt w przecenie, bo jest promocja, ale z drugiej strony dostrzegam pęd, pośpiech. Myślę: „są naprawdę jak owce bez pasterza”. Pytam potem sam siebie: czy oni potrzebują Boga? czy potrzebują księdza? To miejsce staje się ich świątynia. Czy jednak da im szczęście?  Czy ktoś im powiedział, że są dziećmi Bożymi, umiłowanymi – jak pisze św. Jan w drugim czytaniu? (por. J 3, 1-2).  Czy wiedzą, że „nie dano ludziom żadnego innego imienia pod niebem, w którym możemy być zbawieni”? (Dz 4, 12) Dokąd pędzą? Potrzebują Boga? Naprawdę? Czasem myślę, że nie potrzebują. Doświadczyłem tego, gdy jako młody ksiądz uczyłem katechezy w liceum.

 … Biegłem już po dzwonku z dziennikiem pod pachą na katechezę. Mijałem uczniów czekających na swojego nauczyciela. Któryś z uczniów wtedy po cichu powiedział: „z tym pajacem mamy lekcje?”. Usłyszałem to. Nie zatrzymałem się, bo i tak byłem spóźniony. Zrobiło mi się przykro. Pomyślałem: „Co ja ci zrobiłem młodzieńcze, że nazywasz mnie pajacem? Co ci zrobiłem? Ale zaraz potem przyszła refleksja: biedny młody człowieku! Nazywasz mnie pajacem, kpisz nie ze mnie, ale z Boga, którego reprezentuję i wiedz, że nadejdzie czas, że tego pajaca będziesz szukać. Przyjdzie, bowiem moment, że urodzi ci się dziecko i „ukochana” powie: ochrzcijmy maleństwo. Załatw wszystko u księdza! A ty nie będziesz wiedział gdzie szukać księdza, bowiem nigdy go nie szukałeś. Kościół omijałeś dużym łukiem. Przyjdzie moment, że umierać będzie twoja matka. A przyjdzie ta chwila! Wówczas powie: przyprowadź księdza. I znów (choć tym razem zapłakany) biegać będziesz i szukać „pajaca”, ale nie będziesz wiedzieć, gdzie go znaleźć. I w końcu sam będziesz umierać. Przypomni ci się życie i to, że byłeś kiedyś u I Komunii Św. a także to, że przystąpiłeś do bierzmowania. Poprosisz najbliższych by sprowadzili kapłana. Kto ci uwierzy? Kto? Skoro nigdy księdza nie potrzebowałeś. Biedny, młody człowieku.”  Po tym wydarzeniu zadawałem sobie pytanie czy rzeczywiście ludzie potrzebują księdza, pasterza? Odpowiadam: TAK, potrzebują! Wprawdzie, jak mówił bł. Jan Paweł II, żyją tak, jakby Boga nie było, to jednak potrzebują Jego obecności. Kto im Go dać może? Właśnie kapłani, siostry zakonne!

IV. „Batman, czarny”?

Ale kim są owi „nosiciele Boga”? Zapytałem młodzież, kim jest dla nich ksiądz i usłyszałem m.in. taką odpowiedź: „Czarni, właśnie tak o nich mówią. Ludzie mają do tego prawo. Czarne, często zużyte sandały, koszula, czasem niezapinająca się na ostatni guzik, ciepły polar i charakterystyczna, biała, koloratka. Sutanna, która chowa w sobie magię zapinania guzików. Brewiarz w dłoni i różaniec na palcu. Tak, to ksiądz. To oni są pośród nas tak często, w kościołach, szkołach i na ulicach. Żyją w swoich parafiach, które stanowią dla nich rodzinę, dom, oazę. Są "Bożymi Cyganami". I potem słyszę, że: „Kapłan to osoba, która posiada usta by udzielać sakramentów oraz dłonie, by błogosławić. To właśnie kapłan podczas przeistoczenia trzyma chleb i wino, które stają się ciałem Jezusa. Ksiądz jest także wiernym słuchaczem, za którym stoi sam Bóg w sakramencie pokuty. Kapłan skraca dystans między nami a Stwórcą. To on ukazuje nam drogę do zbawienia. Czy to nie wspaniałe? Rozmawiać z kimś, kto zna przepis na życie wieczne? Przecież Bóg przemawia do nas przez księży. Nie wybiera kogokolwiek, wybiera twardzieli. Wybiera rycerzy, w pancernej zbroi zwanej wiarą.  Są armią Boga. Jednak są narażeni tak jak i my, na zło i grzech. Muszą pilnować swojej owczarni, którą stanowią wierni. A my, ludzie wierzący potrzebujemy nauczyciela i świadka Boga. Potrzebujemy księży. Bo przecież "Bóg map nie rozdaje". Lecz mimo wszystko uważam, że Bóg zostawił kilka egzemplarzy przewodników w kiosku, zwanym kościołem. Ksiądz jest dobrym sprzedawcą. Podpisał przecież kontrakt z Bogiem...”.

Takie słowa pocieszają, dają nadzieję na to, że kapłan znajdzie jeszcze „pracę”, że są tacy, co potrzebują księdza, bo potrzebują Boga, jak mawiał bł. Jan Paweł II. Owszem, dla niektórych ksiądz, to wciąż: „czarny”, „Batman”, zwykły facet, człowiek a dla innych: wielebny, wybrany, namaszczony, posłany, pasterz… To normalny człowiek, bo też czasem boli go ząb, bo też musi iść do fryzjera, lubi obejrzeć mecz w telewizji, posłuchać dobrej muzyki. To ktoś, kto ma jak każdy człowiek zalety i wady, kto zmaga się ze swoimi słabościami, ktoś, kto kocha i też chce być kochany. Ale w tym wszystkim, to ktoś, kto nosi tajemnicę. Ktoś, kto staje się pomostem pomiędzy tym, co Boże a ludzkie, tym, co niebieskie a tym co ziemskie. On - kapłan zwykły i śmiertelny człowiek dotyka Świętego i Nieśmiertelnego Boga.

Ojciec Badeni, niedawno zmarły zakonnik pisał: „Tajemnica kapłaństwa, to tajemnica ciągłego przekazywania mocy Bożej. Nie tylko przy ołtarzu, przy konfesjonale, ale na co dzień, gdy toczą się zwykłe rozmowy i niezależnie od tego, czy kapłan będzie w sutannie, w habicie czy też w ubraniu cywilnym. On musi wiedzieć, że jest nosicielem tajemnicy.” Chciałoby się dodać za autorem biblijnym – kapłan jest z ludu wzięty i dla ludu ustanowiony. W Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego znajdujemy dopowiedź na pytanie co dają świecenia kapłańskie: „[Sakrament Święceń] jest sakramentem, dzięki któremu posłanie, powierzone przez Chrystusa Apostołom, nadal jest spełniane w Kościele aż do końca czasów” (322). Mija dwa tysiące lat od Wielkiego Czwartku i Ostatniej Wieczerzy, gdzie padły słowa: „To czyńcie na moją pamiątkę” a wciąż Chrystus potrzebuje rąk do pracy, które będą błogosławić, rozgrzeszać, potrzebuje nóg, które pobiegną do chorego, umierającego, ust, które opowiedzą o Nim i serca, które kochać będzie.

Powiem wam (i myślę, że podpiszą się pod tym inni kapłani), że to niesamowite, piękne móc powiedzieć In persona CHRISTI: „Ja ciebie chrzczę; ja ciebie błogosławię, rozgrzeszam…”. Istotnie to piękne do tego stopnia, że powstaje pyatnie kim jestem, że tak wiele mi dałeś? Wówczas przypomina się fragment z Izajasza: „Oto wyryłem Cię na obu dłoniach.” (Iz 49, 16) lub słowa z księgi innego proroka, Jeremiasza: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię. Nim przyszedłeś na ten świat poświeciłem cię.” (Jer 1,5). Bóg wie, co robi, nigdy się nie myli i zawsze ma rację. Jego wezwanie jest nieodwołalne. Warto je podjąć, gdyż jest gwarancją szczęścia i świętości.

V. Niełatwo być pasterzem

Tak, nie zawsze jest łatwo, nie zawsze uda się odnaleźć zagubioną owcę. Nie zawsze jest się zrozumianym… Ksiądz poeta,  ś.p. ks. Jan Twardowski opisał właśnie taki fakt:

„Jak ksiądz ma połataną sutannę, mówią: - Jaki nieporządny!

Jak ma piękną i nową, zastanawiają się za co on ją kupił?

Jak ksiądz jest przystojny, mówią: _ zmarnuje się chłopaczysko!

Jak jest brzydki: - Co?! To już takie łamagi święcą na księży?

Jak mówi długie kazania, mówią: Zamęczy nas!

Jak mówi krótkie: - Nieprzygotowany! Jak jest młody, mówią: - Za młody! Nie ma doświadczenia! Grzech machnie ogonem i przewróci się.

Jak jest stary: - No tak, święty, bo stary. Grzechy same od niego pouciekały.

Trudno być księdzem, dlatego ksiądz odwraca się czasem do ludzi plecami, żeby nie widzieli, jak płacze, kiedy podnosi ukrytego Pana Jezusa w swoich rękach.”

Choć Jezus, który sam był Pasterzem i wciąż nim jest wie, że nie jest łatwo być pasterzem, to nieprzerwanie woła: „Pójdź za Mną!” Dziś mówi te słowa także Tobie. Być może właśnie Ciebie potrzebuje, woła!

Boisz się? Mówisz: raczej nie! To nie dla mnie, ja się nie nadaję? Zaufaj Bogu. Papież Benedykt XVI w 2006 r. podczas spotkania z duchowieństwem polskim w Warszawie mówił: „Wielkość Chrystusowego kapłaństwa może przerażać. Jak św. Piotr możemy wołać: „Wyjdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk 5,8), bo z trudem przychodzi nam uwierzyć, że to nas właśnie Chrystus powołał. Czy nie mógł On wybrać kogoś innego, bardziej świętego? A właśnie na każdego z nas padło pełne miłości spojrzenie Jezusa i temu Jego spojrzeniu trzeba zaufać.” Autor biblijny na przykładzie powołania postaci Dawida podpowiada nam, że kryteria wg których powołuje Bóg są dalece inne od tych, które nam jawią się jako konieczne: „Nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Pan Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy w serce.” (1 Sm 16,11).

VI. Daj nam pasterzy, Panie!

Pan Jezus dziś mówi: „Ja jestem dobrym pasterzem.” Są tacy co chcą być jak On, tacy co mimo skwaru, upału, zmęczenia spieszą do potrzebujących i tym samym stają się współczesnymi pasterzami. Za nich Bogu dziś dziękujemy i jednocześnie wołamy: daj nam Panie kapłanów, pasterzy według Twego serca, pasterzy, którzy pobiegną tam gdzie trzeba, gdzie poślesz. Mimo, że będzie lato… AMEN.

ks. Mariusz Sokołowski SChr

           

Panie, proszę Cię gorąco: wlej Twoje światło w moją duszę, a rozpoznam jasno drogę, którą chcesz mnie prowadzić, abym Ci służył tak, jak Ty tego pragniesz. Prowadź mnie drogą, którą mi wyznaczyłeś. Okaż mi Twoją wolę i daj mi siłę i moc, bym mógł wytrwale pójść za Tobą. Jeśli taka Twoja wola, bym jako kapłan lub brat zakonny służył Polakom na emigracji – poślij mnie! Amen.